Bez słów
  • Blog
  • Wiersze
October 18, 2002

poranek w kilku slowach

Przechodzien Wiersze BLOG, poranek w kilku slowach, WIERSZE

Budzę się, jak co dzień
Nie wierząc, że zdołałem
Szczęśliwie przeżyć następną noc
Zanim jednak otworze swoje oczy
Słyszę ten okropny dźwięk
Raz i drugi i znowu tak w kółko
Nie chce się zatrzymać
Staje się coraz głośniejszy
Sięgam dłonią
I już jest cicho
Pierwsze myśli, jakie przychodzą do głowy to
Po co właściwie ten dźwięk był
I wtedy to właśnie
Otwieram swoje oczy
Zdaje sobie sprawę z tego, że
Jestem w łóżku
Na szczęście nie nagi
Czyli nikt mnie w nocy nie gwałcił
Pierzyna mnie tak zakrywa że
Nie sposób z daleka powiedzieć
Czy to jestem ja tam pod nią
Czy też nikogo nie ma
I jest tak ciepło
Na poduszce już wybity kształt mojej głowy
Chcę się tam położyć
Znowu zamknąć oczy
Wrócić do snu
Który już zdążyłem zapomnieć
Dobrze, że mam zegarek
To dzięki niemu dowiaduje się
Jaki jest dzień
Bo przecież od czegoś trzeba zacząć
Przynajmniej wiedzieć czy jest wieczór czy rano
Bo o obu porach jest ciemno
Co do tego nie mam wątpliwości
Jest rano
Cholera
Szkoda, że nie wieczór
No ale cóż
Rzeczywistość bywa zabójcza
Tak jak i wstawanie z łóżka
Już upłynęło troszkę czasu
Wiem że nie usnę
Więc odkrywam lekko nogę
Aby poczuć chłód
Na ciepłym ciele
Pierwsze dotkniecie podłogi
Macanie nogą pantofla
Jak zwykle go nie ma
Jak jest w potrzebie
Został przy komputerze
Po nocnej pijatyce do samego siebie
Ta rzeczywistość mnie czasem przeraża
Ale mimo tego wstaję
Przeciągając swoje ramiona w dwie strony
Siadam
Tak, siadam na tym samym fotelu
Na którym siedzę godzinami
Może, dlatego zgrzypi jak cholera
Naciskam jeden guzik, później drugi i trzeci
Tylko tyle wystarczy
Żeby się zapaliła lampka
A pod biurkiem zaczęło coś szumieć
Monitor jara mi zawsze w oczy
Jak by budzików było mało już
No to jeszcze to
Na pobudkę
Upewniam się wtedy na komputerowym zegarze
Że jest ta sama godzina
Co i ma reszta świata
Jest
A jednak to jest poranek
Przed oczami pojawiają się mi
Niewielkie ikonki
Okienka, w których są ludzie
A przynajmniej podają się za nich
I znowu im trzeba mówić cześć
I jak się spało
I inne pierdoły z samego rana
Jak by mało było tego codziennie
Albo sen mieli inny niż wczoraj
Akurat
Śpimy przecież w tych samych łóżkach
Czasem tylko zmieniamy partnerów
I co z tego?
Najlepiej to tak jak ja
Ruchać poduszkę
No, bo cóż innego
Sie człowiek szwęda jak dusza
Bez kobitki przy boku
Zostawiam jednak monitor
Niech sobie piszą
Podążam do łazienki
Pęcherzyk zaczyna świrować
Wydzierać się niemal w niebogłosy
No już dobrze, dobrze
Wyciągam fiuta lejąc w muszlę
Sprawdzając, co rana, jaki mam kolor
A później palcem naciskam
I wszystko znika
Pojawiam się przed lustrem
I tu jest ten przerażający moment
Którego się trzeba bać
Widzę kogoś
Przyglądam się mu z bliska
Czasem puszczam oczko
I zauważyłem, że on też mi puszcza
Ale przeważnie jestem wystraszony jego Kształtem włosów
Boże
Miej litość nad gościem
Toż on się z choinki urwał
Uznając w końcu czarną prawdę
I przyjmując te straszne fakty do serca
Że ten gość to ja
Zaczynam od włosów
Zraszając je wciąż zimną wodą
Z kurka od ciepłej
Zaczynam wyglądać
Nie wiem jak
Nigdy siebie pięknie nie oceniam
Ale może jakoś wyglądam
Później usta
Spłukanie po twarzy
Aż mnie dreszcz przechodzi
I to tyle
Część pierwsza łazienki zakończona
Mogę wyłączyć ten zwariowany wiatrak
Co szumi tak wściekle
I zapada cisza
Cichymi krokami podążam do kuchni
Nie musze niczego już macać
Promienie słońca zaczynają nawet do piwnicy przenikać
Jest lodówka
Nikt jej nie okradł od wczoraj
Zabieram galon mleka
A może by herbatkę dzisiaj?
Posmarować chleb z musztardą
To się śniadanie nazywa, co?
No cóż
Tak bywa
Pozostawiając kubek na gazie
Podążam w poszukiwaniu chleba
Przechodząc zimny korytarz
Przypominam sobie jak to cieplutko
Było pod kołdrą
Zabieram chleb
I znikam
Znowu do piwnicy
A tam dalej cisza
Woda gotowa
Później herbatka
Pyk, pyk i już zrobione
Wracam do punktu wyjścia
Mój zgrzypiący jak cholera fotel
I znowu okienka
I ludzie
I pytania
I odpowiedzi
Chce szybko i daleko uciekać
Więc je zamykam
Spożywam spokojnie śniadanie
Słuchając muzyki
Piano
Dźwięki poruszające duszę
Właśnie tak chcę zacząć swój dzień
Sam
W świecie gdzie mogę być tylko ja
Mając jedno życie
Po zjedzeniu myję kubek
Siadam jeszcze chwilkę
Mam czas
Mogę jeszcze po bajerować
Albo zniknąć gdzieś daleko
W otchłani swojej własnej duszy
Biegnąc za swoim marzeniem
Stwierdzając swoje przeznaczenie
Żyjąc
Aż wreszcie ruszam
W drogę
Zaczynam żyć
Ale o tym życiu
Kiedy indziej opowiem

Podaj dalej:

  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
KOSZMAR Zagladnij w moj swiat

Related Posts

Wiersze

spojrz na to co juz jest

Wiersze

ucieczki w myslach

Wiersze

Chce

Ostatnie posty

  • spojrz na to co juz jest
  • ucieczki w myslach
  • Chce
  • Poczatek
  • Czym jest miłość?

Ostatnie komentarze

  • ~aydahoo on Chwile cz.2
  • Przechodzien001 on noc
  • code on noc
  • codeinka on klopot…

Archiwum

  • October 2020
  • July 2020
  • March 2020
  • January 2020
  • June 2019
  • May 2019
  • April 2019
  • February 2019
  • November 2016
  • October 2014
  • May 2014
  • November 2013
  • May 2013
  • January 2013
  • December 2012
  • November 2012
  • October 2012
  • September 2012
  • March 2012
  • January 2012
  • December 2011
  • November 2011
  • May 2011
  • April 2011
  • March 2011
  • January 2011
  • October 2010
  • September 2010
  • June 2010
  • April 2010
  • January 2010
  • December 2009
  • November 2009
  • October 2009
  • September 2009
  • July 2009
  • June 2009
  • May 2009
  • April 2009
  • March 2009
  • October 2008
  • September 2008
  • August 2008
  • July 2008
  • June 2008
  • May 2008
  • April 2008
  • March 2008
  • February 2008
  • January 2008
  • December 2007
  • November 2007
  • October 2007
  • September 2007
  • August 2007
  • July 2007
  • June 2007
  • May 2007
  • April 2007
  • March 2007
  • February 2007
  • January 2007
  • December 2006
  • November 2006
  • October 2006
  • September 2006
  • August 2006
  • August 2003
  • July 2003
  • June 2003
  • May 2003
  • April 2003
  • March 2003
  • February 2003
  • January 2003
  • December 2002
  • October 2002
  • September 2002
  • August 2002
  • July 2002
  • May 2002
  • April 2002
  • March 2002
  • February 2002
  • January 2002
  • December 2001
  • November 2001
  • October 2001
  • September 2001
  • August 2001
  • July 2001
  • May 2001
  • April 2001
  • March 2001
  • February 2001
  • January 2001
  • November 2000
  • October 2000
  • September 2000
  • August 2000
  • July 2000
  • June 2000
  • May 2000
  • April 2000
  • March 2000
  • February 2000
  • January 2000
  • December 1999
  • November 1999
  • October 1999
  • September 1999
  • August 1999
  • July 1999
  • May 1999
  • April 1999
  • February 1999
  • January 1999
  • December 1998
  • October 1998
  • September 1998
  • July 1998
  • April 1998
  • January 1998
  • December 1997
  • November 1997
  • October 1997
  • September 1997
  • May 1995

Kalendarz

July 2026
M T W T F S S
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  
« Oct    
© Bez słów 2026